Archiwum kategorii ‘Turcja’


Kilkanaście kilometrów od Dogubayazit w stronę granicy z Iranem znajduję się domniemane miejsce osadzenia się arki Noego.

To była moja druga wizyta w tym mieście i druga na kempingu Murata. Poprzednio (1997) prawie zostaliśmy porwani przez Murata i zawiezieni na camping – taki tamtejszy sposób reklamy nowej infrastruktury turystycznej. Obywało sie to wszystko po ciemnku i nawet nie zauważyliśmy lezącego nad campingiem Pałacu Ishaka Pasy.

 

Camping Murata w Dogubayazit to miejsce skąd startuję wiekszość wypraw na Ararat. Jest tu knajpa, kilka miejsc noclegowych w budynkach i pole namiotowe. Podobno wymagane są pozwolenia na wejście na Ararat oraz nieodzowny jest miejscowy przewodnik – jak jest w rzeczywistości nie wiem, ale odnosze wrażenie, że tylko wymysł Murata i kolegów. Po znajomości pozwolenia, transport i przewodnik kosztują nas 950$ za 6 osób. Dodatkowo można wynająć konia, który może dowieść plecaki (3szt) do II obozu za 200$.

Pierwszego dnia dochodzimy do obozu II ( 4200 ) zajmuję to nam około 7 godzin – można się zmęczyć. Mijamy obóz I który jest na 3200, nie ma tam wody. W II jest woda, póki nie zamarźnie.

Wejście na szczyt zajmuję nam 5 godzin. Na ostatnich 500 m przydatne są raki – idziemy po lodowcu i śniegu leżącym tu cały rok . Zejście do II to 2 godziny. Jeszcze 3 – 4 h i jesteśmy na dole.

Oczywiscie odwiedzamy Hagia Sofia, Pałac Topkapi, Meczet Sultanahmet ale najbardziej zapamietałem nocleg. Wyjazd był bardzo nisko budżetowy więc nawet nie było mowy o hotelu, wycztałem gdzieś o terenach zielonych na wyspie Heybeliada. Na wyspę pływa prom za groszę. Rzeczywiście jest park, nieoświetlony, ładne trawniki – czekamy do ciemnego i śpimy. Jeden z naszych położył się pod stolikiem który stał przy tzw „grzybku”. Miał jednak pecha, bo w nocy do stolika przyturlała się jakaś para i przeszkadzała mu w odpoczynku ( a byliśmy po 4 dniach jazdy prawie bez snu ) . Szarpnoł więc kolesia za nogę – ten poważnie się wystraszył, wydarał się i życiówką na 400 m udał się w stronę cywilizacji.

Autobusem docieramy do miejscowości Tatvan. Jesteśmy trochę stremowani -to nasz pierwszy kontakt z prawdziwą Azją. Otacza nas tłumek miejscowych i kazdy coś chce: sprzedają, kupują, czyszczą buty, pytają, krzyczą. Wtedy pojawia się gość dość dobrze mówiący po angielsku i proponuję nam gościnę w swoim domu w okolicznej wiosce – za darmo spanie i jedzenie. Tego szukaliśmy, tylko nie było pomysłu jak się za zabrać. Wersalu nie ma : część spi na przyczepie, inni na dachu lub w komórce. Próbujemy miejscowego jedzenia, częstujemy tym co mamy w plecakach. Możemy z bliska obserwować jak żyją.


Warning: Use of undefined constant Utility - assumed 'Utility' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/users/mackiewicz/public_html/5rano/wp-content/themes/daily-minefield/utility.php on line 2

Galeria

Inne